Carry trading – destrukcyjna siła kapitału spekulacyjna

dziwna mapa świata carry tradingStrategia carry trading w dużym uproszeniu polega na zaciągnięciu długu w walucie o niskiej stopie procentowej i jednoczesnym zainwestowaniu tych środków w instrumenty finansowe denominowane w walucie kraju o wyższych stopach procentowych.

Nieoficjalnie można wyróżnić dwa podejście do tej metody inwestowania/spekulacji. Pierwsza taktyka ma przeważnie charakter krótkoterminowy i jest przeprowadzana w następujący sposób. Kupujemy na rynku Forex walutę o oprocentowaniu wyższym i sprzedajemy tą o oprocentowaniu niższym. Jeżeli w danym okresie akurat nie nastąpił kryzys finansowy lub gwałtowne niekorzystne zmiany stóp procentowych osiągamy zysk, stanowiący różnicę pomiędzy stopami procentowymi (nazwany SWAP-em).

W drugim przypadku cały proces w założeniu ma charakter długoterminowy i jest o wiele bardziej złożony. Jego wiodący motyw można wyrazić następująco, kilka procent ze SWAP-u to za mało, prawdziwe pieniądze zarabia się na aprecjacji waluty. I to właśnie taka chciwość globalnych graczy wykorzystujących carry trade jest niebezpieczna dla stabilności całych gospodarek.

Skutki i przebieg procesu długofalowego działania kapitału spekulacyjnego

Jeżeli pragniemy zainwestować duże środki (niekoniecznie własne), zawsze należy podjąć szereg działań mających na celu ustalenie, który podmiot zapewni nam optymalny zysk. W przypadku strategia carry trading działania te sprowadzają się do wyboru spośród krajów rozwijających się takiego, którego stopy procentowe są odpowiednio wysokie, a sytuacja polityczna, społeczna i gospodarcza jest stosunkowo stabilna.

Praktycznie nikt bowiem nie zainwestuje w kraju, w którym teoretycznie można dużo zarobić, ale trzeba liczyć się z tym, że część podmiotów może zostać z dnia na dzień zamknięta lub znacjonalizowana.

Po wyborze odpowiednio „cywilizowanego” państwa następuje faza badania globalnego rynku. Celem tego działania nie jest potwierdzenie, że nasza inwestycja jest najlepsza, tylko że inni inwestorzy będą skłonni zainwestować w ten sam sposób co my.

Jeżeli sytuacja jest korzystna, pożyczamy środki w kraju o niskich stopach procentowych i przystępujemy do fazy inwestowania. W początkowym etapie warto kupować długoterminowe papiery dłużne lub instrumenty udziałowe, gdyż zapewniają one wysoki zwrot z kapitału w długim horyzoncie czasu, takim jak nasz.

Nasze dotychczasowe działania powinny przynieść kilka procent zysku w wyniku różnicy stóp procentowych, ale zysk ten w odniesieniu do potencjalnego ryzyka (głównie walutowego) jest niewielki. Należy więc podjąć dodatkowe kroki.

W pierwszej kolejności warto poinformować o naszym posunięciu innych globalnych graczy mogących być zainteresowanymi naszymi działaniami związanymi z carre trading, aby jak najszybciej przyłączyli się oni do naszego projektu.

Taki napływ kapitału zagranicznego powoduje umacnianie się waluty lokalnej oraz nieduże wzrosty instrumentów finansowych. Wzrosty te choć początkowo nieduże są idealnym narzędziem propagandowym. Można je bowiem wykorzystać do pozyskiwania nowych mniej doświadczonych inwestorów.

Wzrosty na giełdzie o wiele mocniej przemawiają do wyobraźni inwestorów indywidualnych niż pojęcie carry trading, które jest dla większości z nich nieznane i trudne do zrozumienia. Globalni gracze finansowi doskonale o tym wiedzą. W związku z tym jak grzyby po deszczu powstają fundusze inwestycyjne operujące w krajach rozwijających się. Mami się kolejne podmioty obietnicami wysokich, pewnych zysków pokazując dane historyczne, obrazujące zyski w wysokości 40% rocznie (na takiej właśnie zasadzie jeszcze kilka miesięcy temu w Polsce mocno reklamowane były fundusze inwestujące w Turcji lub krajach Ameryki Południowej). Nie wspominając jednak, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Ale kto by się tym przejmował? Liczy się zysk.

Raz wywołany owczy pęd jest trudny do zahamowania. Bańka spekulacyjna więc rośnie i rośnie. Jedynymi osobami, które dostrzegają zagrożenie są globalni gracze, którzy spekulacjami związanymi z carry trading wywołali całe zamieszanie oraz analitycy bazujący na analizie techniczne (zbyt trudnej dla większości inwestorów) dostrzegający, że spółki na giełdzie są warta 3 razy tyle ile powinna, i że niedługo nastąpi krach. Nikt jednak nie słucha ich ostrzeżeń. Dla ludzi zaślepionych chciwością są oni tylko czarnowidzami, nieukami i hejterami.

Wszystkie media (nawet te dotychczas zajmujące się modą lub tematyką ubrankami dla zwierząt) mówią przecież, że warto inwestować, i tylko głupi tego nie czynią. Z takimi niepodważalnymi argumentami trudno polemizować.

Wszystko co dobre ma jednak kres. W pewnym momencie globalne instytucje finansowe doskonale już wiedzą, że krach zapewne nastąpi w ciągu kilku miesięcy. Rozpoczyna się nerwowy okres. Śledzenie ruchów innych. Zastanawianie się kto pierwszy nie wytrzyma presji, i czy może nie powinniśmy być to my?

Wiadomo bowiem, że w sytuacji kiedy wycofa się pierwszy z ważnych graczy, wszystkie inne instytucje finansowe w obawie o swoje zyski błyskawicznie postąpią tak samo i bańka spekulacyjna pęknie. Zwykli inwestorzy indywidualnie nie działają jednak tak szybko i jeżeli nie posiadają zleceń stop-loss sporo tracą (szczególnie, jeżeli rozpoczęli swe inwestycje tuż przed krachem). Mylny jest bowiem pogląd, że skoro wzrosty trwały kilkanaście lat, to spadek potrwa kilka miesięcy, w rzeczywistości trwa kilka dni, góra tygodni.

Po co robione jest tyle zamieszania z długoterminową wersją carry trading?

Oczywiście dla pieniędzy. O ile w trakcie całego procesu nie wydarzyły się żadne poważniejsze problemy, globalne instytucje finansowe zyskały prawdziwy majątek (sporo przy tym ryzykując). Podmioty te zarabiały na SWAP-ie, zarządzaniu powierzonymi im funduszami przeznaczonymi na inwestycje w rozwijających się krajach oraz najważniejszej kwestii – aprecjacji waluty. Czyli na czym?

Załóżmy, że rozpoczynamy całą inwestycję, kiedy waluty kwotowane są następujące USD/PLN=4 (1 dolar kosztuje 4 złote), a wycofujemy się z nasze spekulacji nazywanej inwestowaniem przy kursie USD/PLN=2 (1 dolar kosztuje 2 złote) to podwoiliśmy nasz kapitał początkowy. Aprecjacja dotyczy jednak nie tylko początkowego kapitału, ale też zysków gromadzonych, przez cały okres.

Bajki bajkami, ale może jakieś realne przykłady niszczycielskiej siły carry trading?

Zapewne wkrótce na blogu pojawi się artykuł obrazujący całe zjawisko na przykładzie lira tureckiego. Zainteresowanym polecam jednak sprawdzić jak kształtował się kurs polskiego złotego w stosunku do dolara w okresie od roku 2004 do końca 2008 roku.

Na wykresie widać doskonale umacnianie się polskiego złotego po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej (co było efektem różnych zjawisk nie tylko carry trading) i gwałtowny krach w 2008 roku. O całej sytuacji było by zapewne bardzo głośno w całym naszym kraju, gdyby nie pewne wydarzenie, a mianowicie upadek banku Lehman Brothers. Incydent ten uznawany za początek kryzysu finansowego i późniejsze perturbacje gospodarki światowej przypadkowo ukrył to co wydarzył się w naszym kraju kilka miesięcy wcześniej.