Dlaczego rząd nie może wydrukować więcej pieniędzy i ich nam rozdać? – Realną i nominalną wartość pieniądza

stos banknotów, 100 złotych, 50, gwarancja, depozyt, środki pieniężne, nominalna realnaRóżnica między realną i nominalną wartością kwoty pieniądza

Rozważania na temat dlaczego rząd nie może wydrukować więcej pieniędzy i ich nam rozdać, należy rozpocząć od wytłumaczenia czym jest realną i nominalną wartość pieniądza oraz co oznacza termin siła nabywcza.

Termin siła nabywcza jednostki pieniądza pojawi się w mediach, zatem choć większość z nas nie jest w stanie sformułować odpowiedniej definicji, zapewne wie co to jest. A siła nabywcza jednostki pieniądza to nic innego jak ilość dóbr, którą przeciętnie można za nią nabyć.

Przechodząc do kolejnych zagadnień. Mówimy, że kwota pieniędzy jest nominalna, jeżeli wyrażona została w pieniądzu o sile nabywczej z okresu, z którego ta kwota pochodzi (wyrażona w cenach bieżących). Natomiast kwota pieniędzy jest nominalna, jeżeli do określenia siły nabywczej wykorzystano inny okres niż ten, z którego pochodzi (ceny stałe).

Realną i nominalną wartość pieniądza – przykład

W rożnych mediach komentujących działania kolejnych rządów lub danych firm spotkać możemy się z propagandą sukcesu. Zalewani jesteśmy informacjami, że cała gospodarka się rozwija, zarabiamy coraz więcej, nasze oszczędności rosną itp. Ale czy do końca to jest prawda?

Przykładowo jeżeli nasze nominalne wynagrodzenie wzrośnie w ciągu roku o 50% z 4.000,00 zł do 6.000 zł, to zapewne uznamy to za wielki sukces. Przyzwyczajeni jesteśmy bowiem do niskiej inflacji. Jeżeli jednak w tym okresie stopa inflacji wzrosła by o 100%, to okaże się, że pomimo nominalnego wzrostu wynagrodzenia nasze realne wynagrodzenie by spadło. Mówiąc inaczej, pomimo tego, że nominalne zarabiamy więcej, to realnie możemy kupić mniej. Inflacja (wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych) stanowi podstawową różnicę pomiędzy realną i nominalną wartością pieniądza.

Załóżmy, że w styczniu 1998 roku posiadaliśmy 1.000,00 złotych, a bochenek chleba kosztował 2,00 zł. To jak łatwo obliczyć mogliśmy wtedy kupić 500 takich bochenków, ale tego nie zrobiliśmy. Zakopaliśmy pieniądze w ziemi, i wykopaliśmy je dopiero dwadzieścia lat później w styczniu 2018 roku. Udaliśmy się do sklepu, w którym okazało się, że za ten sam tysiąc złotych nie kupimy 500 bochenków chleba, a tylko 270. Fakt ten jest konsekwencją tego, że w okresie tym stopa inflacji wzrosła o 84.92% (według danych GUS). Nominalnie po dwudziestu latach dalej posiadamy 1.000,00 zł, ale jeżeli udamy się do sklepu, to koszyk zakupów, na który wydaliśmy dziś 1.000,00 zł, dwadzieścia lat temu kosztował by zaledwie 540,77 zł. Realna wartość pieniądza bowiem się zmieniła.

Dlaczego nie może wydrukować więcej pieniędzy i ich rozdać?

Zawsze, kiedy niektórzy ludzie zauważą w mediach film z Polskiej Wytworni Papierów Wartościowych gdzie drukuje się banknoty lub z sortowni Narodowego Banku Polskiego to w ich głowach pojawia się genialne pytanie, dlaczego nie dodrukować więcej pieniędzy i ich nam nie rozdadzą?

Z technicznego punktu widzenie takie działanie jest bardzo proste. W obecnych czasach pieniędzy nie trzeba nawet drukować, wystarczy dokonać odpowiedniego zapisu księgowego. Problem lezy całkowicie gdzie indziej.

„Współczesne pieniądze” są tylko umową społeczną. Nie można ich wymienić na złoto, a fakt, że za dany banknot możemy nabyć określoną ilość dóbr wynika wyłącznie z zaufania do całej idei pieniądza i organów państw. W celu podtrzymania tego zaufania państwa prowadzą politykę pieniężną, której celem jest stały poziom cen. Cel inflacyjny w Polsce od 2004 roku wynosi 2,5% +/- 1%. Oznacza to, że NBP powinien w taki sposób stosować posiadane narzędzia, aby w ciągu roku średnie ceny dóbr konsumpcyjnych wzrosnąć od 1,5 do 3,5%.

Załóżmy, że od przyszłego roku ograniczenie to znika. Nikt nie kontroluje polityki pieniężnej, pieniądze są dodrukowywane i wydatkowane przez organy państwa lub  rozdawane przypadkowym  ludziom. W konsekwencji pojawia się inflacja, na początku krocząca, później galopująca, a po jakimś czasie doświadczamy hiperinflacji.

Tak jak w powyższym przykładzie nasze nominalne pensje rosną. Jednakże inflacja również i wartość nabywcza posiadanych pieniędzy spada. Na czym najbardziej tracą ci, którzy posiadają oszczędności w gotówce. Zupełnie tak jak powyższy tysiącem złotych sprzed dwudziestu lat, z tym zastrzeżeniem jednak, że realna wartość dóbr, które możemy za nie nabyć spada do 540,77 zł nie przez 20 lat, ale w ciągu miesiąca. W konsekwencji nie wiemy ile będzie jutro kosztował bochenek chleba w sklepie. Ale skoro na początku roku kosztował 2 zł, w marcu 15 zł, a w lipcu 385 zł, to może 9000 zł wystarczy?

Po kilku miesiącach dodrukowywania pieniędzy w celu dokonania podstawowych zakupów nie wystarczy zabrać do sklepu portfel portfel, ale całą walizkę wypełnioną pieniędzmi. Bo choć na bezwartościowym samym w sobie banknocie dalej widnieje nominał 100 zł, to jego realna wartość spadła i wynosi mniej niż 1 gr, ale sprzed hiperinflacji.

Odpowiadając zatem na pytanie dlaczego rząd, premier, NBP, Skarb Państwa lub co tam sobie kto wymyśli nie może wydrukować więcej pieniędzy i ich rozdać należy stwierdzić, że nie można, gdyż zawsze kończy się to w ten sam sposób. Po szybko pojawiającej się hiperinflacji, państwo traci zaufanie swoich obywatelu oraz innych państw, upada idea pieniądza jako umowy społecznej, pojawia się barter, a cały kraj cofa się w rozwoju i doświadcza strasznego kryzysu na wielu płaszczyznach, jak ma to obecnie miejsce w Wenezueli.

Niektórzy zapewne mają inne zdanie na ten temat, szczególnie po obserwacji działań Banku Anglii, Banku Japonii, Systemu Rezerw Federalnych lub Europejskiego Banku Centralnego. Podmiotów, które poprzez skup obligacji, dodruk pieniędzy, ujemne stopy procentowe emitowały miliardy pustego pieniądza. Okradając w pewnym sensie obywateli. Należy jednak zaznaczyć, że ten eksperyment prowadzony od czasu ostatniego kryzysu nie został jeszcze zakończony, a najgorsze jego skutki mogą być dopiero przed nami, ale to temat na inny wpis.