Polska była mistrzem Europy w piłce nożnej, przez 8 dni

wygrywanie, piłka, mistrzostwa, zwycięstwo, euro

Wszyscy powinniśmy pamiętać tą datę 

W niedzielą 10 lipca 2016 polscy piłkarze w pięknym stylu pokonali w finale Mistrzostw Europy w piłkę nożną we Francji reprezentację gospodarzy, czyli Francję. Zwycięstwo to było tylko początkiem szeregu zdarzeń, zacznijmy jednak od początku czyli przebiegu spotkania.

Pierwsze 20 minut finałowego meczu na stadionie Stade de France na przedmieściach Paryża, było bardzo wyrównane. Obie drużyny stworzy sobie kilka dobrych sytuacji, lecz w tym czasie żadnej z nich nie udało się zdobyć gola. Pierwsza bramka padła w 21 minucie, po ewidentnym błędzie sędziego, Marka Clatternburga. Strzelcem był błyszczący na tych mistrzostwach Antoine Grizmann.

Nie zdążyliśmy się jeszcze otrząsnąć po stracie pierwszej bramki, a w 27 minucie korzystny wynik dla Francji na 2:0 podwyższył Olivier Giroud, strzałem głową po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry. Do końca pierwszej połowy nasz zespół był zdekoncentrowany, dało się wyczuć wszechobecny marazm i zrezygnowanie, nawet kibice ucichli.

Nikt poza zawodnikami i trenerem nie wie co wydarzyło się w szatni, jedno jest pewne poskutkowało. Początek drugiej połowy to świetna gra reprezentacji polski, zaskoczeni gospodarze nie bardzo wiedzieli co się dzieję. Sytuację tę w 50 minucie wykorzystał Krychowiak pięknym ponad czterdziestometrowym strzałem w samo okienko bramki. Kwadrans później praktycznie identycznym strzałem bramkarza Trójkolorowych pokonał Robert Lewandowski.

Mieliśmy remis, mecz rozpoczął się od nowa. Reprezentacja Francji poczuła jak zwycięstwo wymyka się im z rąk. Ich trener dokonał dwóch szybkich zmian, wprowadzając zawodników ofensywnych. Nasi reprezentanci zostali zamknięci w polu karnym na 10 minut. Fakt że nie straciliśmy gola nie był konsekwencją słabej gry francuskich napastników, lecz wspaniałej postawy naszych obrońców, głównie Glika i Pazdana. Na nasze szczęści postawienie wszystkiego na jedną kartę tym razem się nie opłaciło. Po jednym z nieudanych ataków pozycyjnych drużyny Trójkolorowych Grosicki przejął piłkę, przebiegł z nią 60 metrów mijając 2 rywali, a następnie przy wsparciu kibiców śpiewających ,,Mazurka Dąbrowskiego” wstrzelił ją idealnie w pole karne na głowę Arkadiusza Milika. Po tej akcji pierwszy raz w tym meczu prowadziliśmy.

Od początku mistrzostw wiele się nauczyliśmy, byliśmy świadomi naszych mocnych i słabych stron, wiedzieliśmy również wiele o naszym rywalu. Taktyka Francuzów w ostatnich minutach się jednak zmieniła, mecz stawał się coraz bardziej brutalny. Po jednym z fauli na Błaszczykowskim mieliśmy stały fragment gry zaledwie 30 metrów od bramki Hugo Llorisa, nie mogliśmy tego zmarnować. Do piłki podszedł Robert Lewandowski, po rykoszecie piłka szczęśliwie trafiła pod nogi Milika, który tym razem się pomylił. Akcja się jednak nie skończyła kolejną próbę strzału podjął Grosicki, również zawodząc. Przewrotny los dał jednak Grosickiemu kolejną szansę dobitki, zakończoną tym razem bramkę. Wynik 4:2 na pięć minut przed regulaminowym końcem meczu dawał nam pewność gry.

Znów zobaczyliśmy w akcji wspaniałą Francję, która z pewnością zdobyła by mistrzostwo gdyby nie nasi zawodnicy. 3 minuty, o które zostało przedłużone spotkanie wydawały się wiecznością. Na otarcie łez po ostatniej akcji meczy Fabiański znów musiał wyciągać piłkę z siatki, ale było to już nieważne, byliśmy mistrzami Europy.

Wierzcie lub nie, ale prawdziwie dziwne wydarzenia miały miejsce dopiero po meczu.

8 dni, które zmieniło wszystko

Dzień 1

Media oszalały, wszędzie w radiu, telewizji, internecie królował tylko jeden temat, Polscy piłkarze zostali Mistrzami Europy w piłkę nożną podczas mistrzostw we Francji. Raczej nie było takiej osoby w kraju, która nie wiedziała by o wyczynie nowych bohaterów narodowych.

Dzień 2

We wtorek w godzinach popołudniowych polscy piłkarze wrócili do kraju. Nowych bohaterów narodowych na Lotnisku Chopina w Warszawie witały dziesiątki tysięcy kibiców. Nikomu nie przeszkadzała deszczowa i chłodna pogoda, która odmieniła się diametralnie kiedy pierwsi piłkarze wysiedli z samolotu. Wtenczas spomiędzy grubych pierzastych chmur przebiły się promienie delikatnego letniego słońca, majestatyczny słup światło idealnie oświetlał sylwetki dumnie kroczących zawodników. Świętowanie z lotniska przeniosło się na warszawskie ulice, wszędzie dało się słyszeć wiwaty, radosne okrzyki. Świętowanie wzmogło się, kiedy w specjalnym orędziu do narodu prezydent Andrzej Duda ogłosił środę dniem wolnym od pracy.